Widzę, że mój blog zamienia się powolutku w dziennik. :) Może to i dobrze, że mam o czym pisać i czym się dzielić - z drugiej strony zaś uważam, że co za dużo to niezdrowo.
Na razie musi być nieco niezdrowo. ;)
Dzisiaj, nieco po południu - w przerwie między smażeniem karpia a szykowaniem makowca, miałem chwilkę aby podejść do komputera i sprawdzić pocztę. Ku mojemu zaskoczeniu otrzymałem odpowiedzi na dwa moje ostatnie e-maile, które miałem przyjemność wysłać przedwczoraj do jednego z Standesamtów z Szlewzig-Holsztynu oraz do Muzeum Dachau. Pomyśleć, że z naszych USC czeka się na odpowiedź tydzień albo i jeszcze dłużej. Ehhh...